"Martwa strefa" - Stephen King
Stephen King uważa tę powieść za jedną ze swoich ulubionych. Dlaczego? Ponieważ to jedna z niewielu historii, które od początku do końca zaplanował, jeszcze przed wystukaniem pierwszego zdania. Pełna kontrola. Johnny Smith doznał kiedyś urazu, dzięki któremu zyskał nietypową zdolność - "małego" przewidywania przyszłości. Jednak to wypadek kilka lat później spowodował coś o wiele ciekawszego - każdy przypływ jasności objawiał się bardzo dokładnie. Dzięki tej zdolności odkrył, że pewien ambitny lokalny polityk zostanie niegdyś prezydentem Stanów Zjednoczonych. Mankament w tym, iż skrywa on w sobie niezwykle sadystyczną osobowość, która doprowadzi do trzeciej, o wiele gorszej od poprzednich, bo nuklearnej, wojny światowej. Postanawia temu zapobiec za podwójną cenę - życia sadysty-polityka i swojego. Trzeba przyznać, że plan Kinga wyszedł bardzo ładnie. Historia rozwija się w magnetyzujący sposób. Relacja z życia Smitha przerywana jest krótkimi wstawkami z życia sadystycznego przyszłego prezydenta USA, dzięki czemu czytelnik wie, iż to kwestia czasy, aż te dwie, całkowicie odmienne drogi przetną się w jednym punkcie. I moment zderzenia będzie czymś. I jest - świetnym zakończeniem.